- O czym mówiliśmy na poprzednim spotkaniu?
- Kto nas zaprasza na Msze świętą?
- Dlaczego nie powinniśmy się wymawiać od uczestnictwa w niej?
Święty Tarsycjusz
Były to niedobre czasy dla chrześcijan, zwłaszcza dla księży. Zły cesarz, który nie był ochrzczony i nie wierzył w Jezusa, rozkazał wtrącić do więzienia wszystkich wiernych Chrystusowi. Najpierw musieli oni przez dłuży czas znosić różne cierpienia, jak głód, pragnienie, zimno, a potem zabijano ich. Również i dzieci musiały umierać dlatego, że kochały Jezusa.
Ponieważ cesarz był taki zły, chrześcijanie musieli odprawiać Mszę świętą po kryjomu, głęboko pod ziemią. W tym celu kopali długie tunele, w których mogli się ukrywać.
Pewnego dnia w takich podziemiach odprawiał kapłan Mszę świętą. Obok niego klęczał mały chłopiec imieniem Tarsycjusz. Gdy w czasie Przeistoczenia przyszedł na ołtarz Pan Jezus, chłopiec modlił się do Niego gorąco: "kochany Zbawicielu, Ty umarłeś za nas na krzyżu, daj, żebym nie miał strachu, gdy będę musiał dla Ciebie cierpieć, a może i umrzeć."
Gdy skończyła się Msza Święta, do chłopca podchodzi kapłan i pyta go:
- Powiedz, Tarsycjuszu, czy jesteś odważny? Tarsycjusz ze zdziwieniem podniósł oczy na pytającego, jakby chciał zapytać dlaczego stawia takie dziwne pytanie.
- Ty zaniesiesz Pana Jezusa dla chrześcijan do więzienia. Oni tak tęsknią za Nim. Tylko Pan Jezus może ich pocieszyć. Pójdziesz i zaniesiesz im Komunię świętą.
- Ale , ale dlaczego ... ja mam to zrobić? - wyjąkało dziecko.
- Ja nie mogę pójść - powiedział ze smutkiem kapłan. - Z wielką chęcią poszedłbym do nich, ale jeśliby żołnierze mnie poznali, to musiałbym zginąć. Wtedy bylibyście sami. Nie miałby kto odprawiać wam Mszy świętej. Ale ty jesteś jeszcze małym chłopcem.., na ciebie nikt nie zwróci uwagi ... straż nie zauważy nawet, że niesiesz Pana Jezusa. Czy odważysz się pójść?
Oczy chłopca zajaśniały: - Tak pójdę, cóż złego może mnie spotkać, gdy Pan Jezus będzie ze mną?
Ksiądz włożył Hostie do małej torebki, na której był wyszyty krzyż. Tarsycjuszowi trochę drżały ręce, gdy brał ją i chował pod płaszczem.
- Niech cię Bóg strzeże, mały Tarsycjuszu! Postaraj się dojść szczęśliwie!
Tarsycjusz skinął głową. Jego twarz jaśniała ze szczęścia, że może nieść Pana Jezusa. Na ulicy spotykał wielu ludzi. Także wielu pogan, którzy nienawidzili Jezusa i drwili z Niego. "Gdybyście wiedzieli, kogo ja niosę! - myślało dziecko. - Wy Go nienawidzicie, ale On jest między wami i błogosławi was wszystkich..."
A później tak zaczął mówić do Pana Jezusa. - "Kochany Jezu... Ty musisz ich naprawdę pobłogosławić. Oni przecież nic o Tobie, nie wiedzą. Pobłogosław także Gajusa, Lina i Marka, moich kolegów. Oni też Cię nie znają.. A teraz uważaj, by mnie nie spotkali, bo od razu chcieliby wiedzieć, dokąd idę. A tego nie mogę im przecież powiedzieć, Ty rozumiesz to, kochany Jezu. I bawić się z nimi też teraz nie mogę ponieważ niosę Ciebie."
Mały Tarsycjusz szedł szybko ulicą, na której mieszkali jego rodzice. Nie oglądał się ani w prawo, ani w lewo.
Nagle ktoś zawołał z ogrodu: - Hej, Tarsycjuszu! - Oglądał się przerażony. Tam z tyłu stoją oni, cala trójka, I patrzą w jego kierunku. Zaniepokojony skinął im głową i szedł dalej.
- Poczekaj trochę! - zawołali, - Co się tak śpieszysz?
Biegną za nim. Już słyszy ich kroki. Są wyżsi i mogą szybciej biec.
- Hej, Tarsycjuszu, hej!
- Teraz nie mam czasu! - woła chłopiec przez ramię, nie odwracając się wcale.
- Myśmy schwytali ptaka, popatrz, tutaj - krzyczy Marek.
Tarsycjusz zawahał się przez chwilę. "Będą męczyć ptaka - myśli, - Marek jest taki okrutny". Miał ochotę stanąć, wziąć na chwilę ptaka do obejrzenia, a potem puścić wolno. "Ale ja przecież nie mogę - zastanawia się, mam coś ważniejszego do zrobienia". I kładzie swoje ręce na torebce ukrytej na piersiach, jakby bronił jej przed kimś. Już go dopędzili.
- Patrz, młody wróbel. Za wcześnie wyfrunął z gniazda.
Tarsycjusz stanął, widzi, jak ptaszek drży w ręku Marka.
- Puść go - prosi.
- O to ci chodzi - śmieje się brzydko Marek. - My jemu ładnie - raz-dwa-trzy - ukręcimy głowę -. Patrz, tak?
Tarsycjuszowi z oburzenia napłynęły łzy do oczu. - Jaki okropny jesteś, Marku!. - krzyknął. - Jak ty tak możesz!
- Co, tak krzyczysz?! - burczy Marek i rzuca na bruk zabitego ptaszka. - Ale, co ty tu masz? Dlczego trzymasz ręce tak kurczowo na piersiach? Pokaż to! Czyś dlatego tak szybko uciekał?
Teraz zbliżają się również, Linus i Gajus. - Prędko pokazuj! - wołają. Usiłują oderwać mu ręce. Ale Tarsycjusz ściska swój płaszcz jakby klamrami.
- Co on tam ukrywa? Rzecz zaczyna mnie pasjonować - odzywa się Marek. Pokazuj natychmiast, albo dostaniesz!
- Nie chcesz? To masz! Uderza Tarsycjusza w twarz. Mały zatacza się.
- Masz, jeszcze raz! - uderzenia padają jak grad.
Tarsycjuszowi, udaje się w pewnym momencie wyrwać i uciec. Jednak Marek jest bez litości. Bierze kamień i celuje nim w uciekającego. I trafia. Tarsycjusz czuje gwałtowny ból i w skroni i upada na ziemię.
- Jezu, pomóż mi,.. Oni nie mogą Cię znaleźć! - szepcze. Leży twarzą do ziemi i wciąż trzyma kurczowo zaciśnięte ręce na piersiach.
- "O mój Jezu, nie wiem, czy długo wytrzymam... Ale oni nie mogą Cię zabrać! - modli się. Przeczuwając straszne niebezpieczeństwo otwiera torebkę, bierze Hostie. - Ja Cię przyjmuję do mojego serca, tam będziesz bezpieczny" - szepcze ledwo dysząc. - O Jezu! Wkłada Hostię do ust i spożywa. Teraz rozluźniają się jego ręce. Zbawiciel jest już bezpieczny. O, jak dobrze! Myśli już mu się plączą.
Gdy trzech wyrostków bierze go w swe ręce, znajdują torebkę z krzyżem.
- On jest chrześcijaninem, O przeklęty, chrześcijanin! - wrzeszczą i depczą nogami po krzyżu. Ale torebka jest pusta, Pan Jezus przyszedł do małego Tarsycjusza i chce zabrać jego duszę spośród złych ludzi do nieba.
Na ulicy leży śmiertelnie blady, mały, odważny chłopiec. Jakiś żołnierz nadjeżdża na koniu. Jest to oficer. Ujrzawszy leżące dziecko, stanął przerażony. Gdzież on widział tę małą, jasną twarz?... To jest przecież... Zgadza się, dziś rano ten chłopiec klęczał przy ołtarzu. Oficer jest też chrześcijaninem.
Co oni zrobili temu małemu biedakowi? - Zostawcie go! Natychmiast! Precz! - woła i smaga biczem trzech wyrostków.
- O Tarsycjuszu... ty krwawisz.,. a tu torebka z krzyżem; poszarpana i pusta! Gdzie są Hostie?
Tarsycjusz jeszcze raz otwiera oczy - Pan Jezus jest u mnie... w sercu... - szepcze. Potem znów zmyka oczy. I nie porusza się już. Jego małe serduszko przestało bić. Umarł za Pana Jezusa.
Młody oficer podnosi go ostrożnie, owija go swoim płaszczem i odjeżdża galopem.
- Kim był Tarsycjusz?
- Co spotykało chrześcijan w czasach gdy żył Tarsycjusz?
- O co prosił Tarsycjusza kapłan?
- Czemu kapłan nie mógł sam iść do więzienia z Komunią świętą?
- Jak myślicie, dlaczego uwięzionym chrześcijanom tak bardzo zależało na Komunii świętej? Byli osamotnieni, cierpieli, mogli już nie długo zginąć i chcieli przedtem spotkać się, przez Komunię, z Jezusem. To spotkanie z Panem Jezusem miało dać im siłę do tego, aby się od Niego nie odwrócić, gdy będą musieli jeszcze mocniej cierpieć albo umrzeć.
- O co prosił Tarsycjusz Jezusa po drodze?
- Kto go spotkał?
- Co chcieli wiedzieć koledzy Tarsycjusza?
- Co się stało, gdy Tarsycjusz nie powiedział im dlaczego trzyma ręce pod płaszczem?
- Jak ochronił Tarsycjusz Jezusa ukrytego w Hostii przed swoimi niewierzącymi kolegami?
- Co stało się z Tarsycjuszem? Oddał swoje życie za Pana Jezusa.
- Co mogło stać się z jego duszą? Umierał zjednoczony z Jezusem w Komunii świętej więc na pewno Jezus przyjął Go do siebie.
- Jak wam się wydaje, skąd mógł mieć Tarsycjusz tyle odwagi w sobie?
Miał tą odwagę i dzielność od Jezusa, z którym spotykał się w Komunii świętej.
- Co wiemy od Jezusa o Komunii świętej?
J 6,53-58
- Jaki pokarm ma na myśli Pan Jezus? Mówi o swoim Ciele i swojej Krwi w Komunii świętej.
- Dlaczego mamy przyjmować ten pokarm? Czy jest to konieczne? Aby osiągnąć życie wieczne. Tak, jest to konieczne!
- Jaki pokarm, który prowadzi do śmierci miał na myśli Pan Jezus? Zwykły pokarm ziemski.
- Co jest owocem spożywania Ciała i Krwi Pańskiej? Zjednoczenie z Jezusem. W Komunii spotykamy się z Jezusem ukrytym w kawałku chleba. Dobrze zrozumiał to Tarsycjusz i dlatego zrobił wszystko, by Hostię ochronić. Gdy przyjmujemy Komunię, to Jezus trwa w każdym z nas, a my, Jego uczniowie, trwamy w Nim.
- Po co jest nam potrzebna Komunia święta? Aby żyć wiecznie przez Jezusa. On daje życie wieczne. Tak jak dał życie wieczne Tarsycjuszowi, który umierał zjednoczony z Jezusem, tak samo daje życie wieczne nam.
- Kiedy przeżywamy to wszystko, o czym dziś nas naucza Jezus? We Mszy świętej.
- Kiedy w pełni uczestniczymy we Mszy świętej? Kiedy przyjmujemy Ciało Jezusa - Jego pokarm, w Komunii świętej.
- Co można powiedzieć o tych, którzy są na Mszy świętej, a nie przystępują do Komunii świętej? Msza św. jest Ucztą, na którą zaprasza nas Bóg. Nie być na niej u Komunii świętej, to tak jak gdyby pójść do kogoś na proszone przyjęcie - urodziny, imieniny - podziwiać wspaniałe przysmaki przygotowane przez gospodynię dla gości, ale ich nie posmakować. Wszystko co dzieje się na Mszy świętej, prowadzi do tego, abyśmy w końcu mogli spotkać się z Jezusem w Komunii. Przyjęcie Komunii świętej jest tak ważne, że Tarsycjusz był gotowy zaryzykować swoje życie, byle tylko uwięzieni chrześcijanie mogli przystąpić do Komunii świętej.
Animator od razu przypomina, że do Komunii można przystąpić, gdy nie mamy na sumieniu żadnego grzechu śmiertelnego. Jeśli ktoś ma świadomość jakichś poważnych grzechów to oczywiście powinien iść jak najszybciej do spowiedzi. Wymagany jest też jedno godzinny post (licząc do komunii, a nie do rozpoczęcia mszy).
- Co wynika z tego dla naszego życia?
POSTANOWIENIE: BĘDĘ ZAWSZE STARAŁ SIĘ W PEŁNI UCZESTNICZYĆ WE MSZY ŚWIĘTEJ, PRZEZ PRZYJĘCIE KOMUNII ŚWIĘTEJ.
Do zapisania: Na Mszy świętej Jezus gromadzi nas przy Stole Eucharystycznym. Pełne uczestnictwo we Mszy świętej polega na przyjmowaniu Komunii Świętej. Przyjmując Ciało Jezusa, przyjmujemy pokarm na drogę do nieba, a to oznacza życie wieczne z Jezusem.