Tomasz był grzecznym dzieckiem, nie miał braci ani sióstr, tylko tatusia i mamusię, którzy bardzo go kochali. I w to Tomasz nie wątpił. Ale było coś, co go martwiło. Jego rodzice stale pracowali. Jest niewiarygodne wręcz, ile znajdowali rzeczy do zrobienia.
Gdy Tomasz się nudził, oglądając filmy rysunkowe, biegł do mamusi i pytał:
"Mamusiu, przyjdziesz pobawić się ze mną?"
Matka niezmiennie odpowiadała: "Nie mam czasu, skarbie. Mam coś do zrobienia." Wówczas Tomasz szedł do tatusia.
"Tatusiu, chodź pobawić się ze mną?"
"Nie mam czasu, kochanie. Muszę pracować."
I tak było zawsze.
"Mamusiu, zróbmy razem wycinankę".
"Nie mam czasu, Tomaszu. Muszę wyczyścić buty".
"Tatusiu, ułóżmy razem puzzle?"
"Nie mam czasu, Tomaszu. Muszę wynieść śmieci."
"Mamusiu, chodźmy kupić lody!"
"Nie mam czasu, mój malutki. Muszę uporządkować twój pokój."
"Tatusiu, przejedźmy się rowerem".
"Nie mam czasu, synku. Muszę oczyścić ogródek z chwastów"
"Nie mam czasu... Nie mam czasu..." - burczał Tomasz. Kopnął wyimaginowaną piłkę, ale chciał, aby istniała ona naprawdę i by jego straszliwym kopniakiem potrzaskało się lustro w sieni. Uff!
"To są najpiękniejsze lata, w których możecie cieszyć się moim towarzystwem. Szybko zestarzejecie się i umrzecie, i wówczas?". - Tomasz zawsze prowadził rozmowy sam ze sobą. - "W ten sposób nie odkryjecie nigdy szczególnych umiejętności waszego syna...".
"Hym? Szczególne umiejętności? Jakie na przykład?
No, na przykład... Teraz akurat żadna nie przychodziła mu na myśl. Przede wszystkim potrafił robić wszystko to, co ludzie nazywają "działalnością nieproduktywną: umiał gwizdać bardzo głośno, mając dwa palce w ustach, umiał stać na rękach, umiał stroić straszliwe miny, umiał jeździć na rowerze, nie trzymając kierownicy, umiał rozmaite sztuczki z korkami i monetami. Umiał... jednym słowem umiał mnóstwo rzeczy, o których rodzice nie mieli najmniejszego pojęcia. I nigdy nie będą mieli.
Udał się do swego pokoju i wziął książkę pod tytułem Czarownica w szafie, którą podarowała mu ciocia Laura na urodziny. Książka miała straszyć, ale była tylko zabawna.
"Czarownica! - pomyślał Tomasz. " Była potrzebna czarownica. Wyszłaby teraz z szafy, w czarnym kapeluszu, o paznokciach długich na dwadzieścia centymetrów, złym uśmiechu. Spojrzeliby sobie w oczy. "Słyszałam wezwanie twego magicznego fluidu" - powiedziałaby czarownica. "Wiem, kim jesteś w rzeczywistości: jesteś królem burz. Choć twoja moc jeszcze się nie objawiła, rozkazuj, a ja ciebie usłucham."
Tomasz uśmiechnąłby się, przychylając do prośby.
"Chcę, by mamusia i tatuś zostali ukarani, gdyż nigdy nie mają dla mnie czasu!" - rozkazałby.
"Niech się tak stanie, mój panie".
Czarownica wypowiedziałaby tajemnicze słowa, wykonałaby dziwne znaki przed zniknięciem w gmatwaninie tańczących świateł, kruków o czarnych skrzydłach i szyderczych pająków. Starał się odrzucić widok wyimaginowanych szyderczych pająków, gdyż się ich bał... W tym momencie mama zawołała go na kolację.
W czasie kolacji wszystko przebiegało normalnie. Niestety.
"Mamusiu, obejrzymy razem TV?".
"Nie mam czasu. Muszę zmyć po kolacji, a potem prasować" - odpowiedziała matka.
"Tatusiu, zagramy w bitwę morską?".
"Nie mam czasu. Muszę przed pójściem spać naprawić kran w łazience" - powiedział tatuś.
Tomasz spojrzał na pierogi, które miał na talerzu i zaczął przedrzeźniać: "Nie mam czasu, nie mam czasu... Jeśli tak dalej pójdzie, doprowadzicie się do ciężkiej choroby. Gdyby była tu czarownica.... Abrakadabra!".
Nagle dało się słyszeć "psss!", takie, jak w momencie przedziurawienia balonu: tatuś zaczął maleć w mgnieniu oka i stał się zupełnie maleńki. Przypominał liliputa. Jego ubranie nie zmniejszyło się razem z nim i dlatego sweter, i spodnie wydawały się należeć do olbrzyma.
"Na miłość Boska, Jerzy" - zakrzyknęła mama. "Co się stało?".
"Wydaję się nieco dziwny...".
"Zmniejszyłeś się o połowę! Zawołajmy lekarza!".
Już miała podnieść słuchawkę, gdy usłyszała "psss" i zmniejszyła się również o połowę. Teraz "topiła" się w sukni, która opadała ze wszystkich stron.
Tomasz śmiał się. "Teraz mam naprawdę tatuśka i mamuśkę". Był od nich większy.
"Ale jak to możliwe?" -powiedzieli razem mamusia i tatuś.
"Jak jutro pójdę do biura?" - martwił się tatuś.
"Mogę ci pożyczyć moje rzeczy" - zaproponował Tomasz. Potem ciągnął dalej: "Mówiłem wam, że ciągle pracując, rozchorujecie się".
"Nie mów głupstw" - powiedział tatuś. "Spójrz, teraz naprawię kran i nic się nie stanie...". Wziął młotek i klucz, wszedł na krzesło, gdyż nie mógł inaczej dostać się do kranu i gdy tylko go dotknął: "psss!", zmniejszył się jeszcze bardziej.
"O, my biedni" - zawołała matka. Oboje byli naprawdę przerażeni.
"Nie bój się, kochana. Znajdziemy jakieś rozwiązanie. Tomaszu, połóż się spać!".
Tomasz zastanawiał się, czy musi posłuchać tatusia, który sięgał mu kolan, ale jednak tak zrobił, gdyż zaczynał być zaniepokojony.
"To wasza wina!" - burczał, wchodząc pod kołdrę. "Ciągle tylko twierdzicie: nie mam czasu, nie mam czasu...".
Na nocnym stoliku miał jeszcze książkę o czarownicy w szafie. Wziął ją do ręki. Czarownica z okładki mrugnęła do niego.
"Ty coś o tym wiesz?" - spytał Tomasz zdziwiony, gdyż nie odczuwał strachu.
"Być może" - zaśmiała się czarownica.
"A więc błagam cię, pozwól mi wydostać się z tego pasztetu" - powiedział Tomasz, który zaczął już wyobrażać sobie ciemną przyszłość sieroty, sprzedanego jako niewolnik właścicielowi kopalni w puszczy nad Amazonką.
"Mhm..." - zawołała czarownica na okładce książki. "Jedyną drogą wyjścia będzie kupno trochę czasu dla twych rodziców!"
"Ale gdzie kupuje się czas?"
"Tego nie wiem. Zapytaj o to czarodzieja wahadłowego zegara".
Tomasz wstał. Wziął małą plastykową skarbonkę ze swymi oszczędnościami i pobiegł do salonu, gdzie stał stary wahadłowy zegar dziadka. Delikatnie zapukał.
"Czego chcesz" -zapytał głęboki głos, wychodzący z tarczy zegara. Tomasz wytłumaczył czarodziejowi, co się wydarzyło i otworzył małą skarbonkę, by pokazać, że miał zamiar kupić czas.
Zegar słuchał, nie przestając tykać. Gdy Tomasz skończył mówić, zapanowała cisza. Potem głos zegara powiedział:
"Zachowaj swoje pieniążki. Czasu się nie kupuje. Czas się darowuje".
A ponieważ Tomaszowi wydawało się, że nie zrozumiał, głos dodał: "Od jutra rana pomagaj twoim rodzicom, rób wszystko, co chłopiec w twoim wieku może robić. Utrzymuj porządek w twoim pokoju i w zabawkach, zamiast wszędzie je rozrzucać, nakryj do stołu, uporządkuj ogródek, wynieś śmieci. Wówczas zobaczysz, że twoi rodzice będą mieli więcej czasu dla ciebie i dla siebie (co nigdy nie szkodzi). Czas, który im podarujesz, pomagając im, oddadzą ci, nie wyniszczając siebie...".
Zegar umilkł. Tomasz zaczekał jeszcze chwilę, potem powoli wrócił do łóżka.
Przed zaśnięciem nastawił sobie budzik na godzinę szóstą.
Następnego ranka mamusia i tatuś znaleźli przygotowany stół do śniadania, meble odkurzone, butelkę mleka na stole, gazetę na miejscu tatusia. I naturalnie Tomasz był ubrany do wyjścia do szkoły, z uporządkowanym plecakiem.
W tym momencie...???
Mamusia i tatuś odzyskali normalne wymiary. Wszyscy troje uściskali się. Dziwna awantura szybko poszła w zapomnienie. Ale dla pewności mamusia i tatuś, od tego wieczoru, unikali mówienia: "nie mam czasu!", a Tomasz zaczął często pomagać rodzicom.
- Co chciał otrzymać Tomasz od rodziców?
- Dlaczego chciał, aby rodzice z nim przebywali?
- Czy wy też chcecie, aby rodzice z wami przebywali i poświęcali wam swój czas? Dlaczego?
Do następnych pytań dzieci wykonają rysunki (każdy do innego):
- Co powinni robić wspólnie rodzice i dzieci? Czy tylko bawić się?
- Czy rodzice potrzebują czasu dla siebie? Co robią rodzice z tym czasem?
- Jak możecie ofiarować czas swoim rodzicom?
Kolejną pracą dzieci (wspólną) będzie sporządzenie tabelki zawierającej czynności możliwe do wykonania w ciągu dnia. Ma to być przykład zaplanowania dnia, z którego zarówno dzieci jak i rodzice mogliby być zadowoleni. Najciekawsze rysunki jak i tabelę należy umieścić na tablicy.
Godziny dnia
Np.7.00-7.30
Czynności do wykonania
Wstawanie, mycie się, ubieranie (staranne), śniadanie.
Ciekawym elementem może być odegranie jakiegoś fragmentu opowiadania o Tomaszu i jego rodzicach, ... .