- Nad czym zastanawialiśmy się ostatnio?
- Do kogo mamy stawać się podobni?
- Kiedy nasze serca stają się podobne do Serca Jezusa?
Obiad niedzielny. Radość, bo wszyscy są razem. Tato nie zapomniał o przyrzeczeniu współpracy nad przemianą serca i na zakończenie razem z czekoladką podaje każdemu jedno ziarno fasoli i zadaje pytanie:
- Co trzeba robić, aby to pozornie martwe ziarno przemieniło się w piękną roślinę, zakwitło i wydało nowe ziarno?
Sypnęły się odpowiedzi:
- Trzeba włożyć do ziemi...
- Do dobrej ziemi!
- Trzeba podlewać.
- Konieczne jest także słońce.
- Wniosek z tego - mówi tato - że trzeba to ziarno pielęgnować, trzeba je umieć karmić odpowiednią wodą, powietrzem, a przede wszystkim dobrą ziemią.
- Ale dlaczego tato teraz taki zabawny temat porusza?
- Pewnie założymy w naszym ogrodzie fasolarnię!
Tato się uśmiecha.
- Nie domyślacie się, dlaczego? Postanowiliśmy poprzednio coś w sobie pielęgnować dla Pana Jezusa. To "coś" jest w nas ukryte tak, jak ta fasolka kryje się w ziemi. Chwila niepewnego milczenia. Wreszcie odzywa się Leszek:
- Chyba rozumiem. Nasze serca powinny być podobne do Serca Pana Jezusa. A jeżeli tak, to powinny zakwitnąć miłością także do ludzi!
- I owocować dobrymi uczynkami! - wykrzykuje Krysia, ale Tadzik kręci głową z powątpiewaniem:
- Powiedzieć łatwo, ale jak to zrobić? Umiem tylko powtarzać znalezioną w mojej książeczce do nabożeństwa modlitwę: "Serce Jezusa, kochające Ojca, naucz mnie tak kochać Boga i ludzi, jak Ty kochasz". Ale to pewnie za mało.
- Pewnie za mało - powtarza Kazik i ukrywa się za mamę. Mama tuli do siebie najmłodszą latorośl i mówi:
- Oczywiście, za mało. Jest to jednak coś, co możecie łatwo robić i co nawet robicie. Przecież Pan Jezus zostawił nam swoje Ciało na pokarm. Oczywiście, nie jest to pokarm dla naszego ciała, lecz dla naszej duszy, ale pokarm to prawdziwy. I trzeba po prostu z Tego Pokarmu korzystać jak najczęściej.
- Jak babunia - wtrąca się Krysia - która jak jest zdrowa, codziennie wieczorem idzie do kościoła na Mszę świętą i codziennie przystępuje do Komunii świętej. Ja też zaczęłam chodzić z babunią w te dni, kiedy nie mam zadanych za dużo lekcji do domu. I to mi pomaga walczyć z moimi wadami.
- A i tak jesteś samolubna i leniuszkiem - woła Leszek - Bo kto mamy nie posłuchał wczoraj, ja czy ty? Krysia jest wyraźnie zła. Chciała tak ładnie powiedzieć o sobie, a tu masz! Znowu Leszek popsuł wszystko.
A tato uśmiecha się przekornie i mówi:
- Leszku, może się przesłyszałem, ale tak mi się wydaje, jakby ktoś przed chwilą mówił o kwitnięciu miłością do Boga i ludzi. Nie wiesz przypadkiem, kto to powiedział? Jeżeli dobrze pamiętam, to i Krysia coś mówiła o jakimś owocowaniu dobrymi uczynkami, prawda?
Dzieci siedzą zawstydzone, a Krysia mówi cichutko:
- To po co on mnie zaczepia?
- Zgodzisz się chyba, Krysiu, ze mną - mówi mama - że jesteś trochę samolubem, a nawet leniuszkiem, prawda?
- To prawda. Ale niech on tego nie mówi, bo mi jest zaraz przykro. Kazik, który od dłuższej chwili przypatrywał się Krysi, nagle zsunął się z kolan mamy, podbiegł do siostry i zawołał:
- Weź mnie na ręce, leniuszku!
Oczywiście, wszyscy w śmiech i powoli wrócił całkiem pogodny nastrój w tę rodzinną gromadkę, a babunia powiedziała tak:
- Z tego wszystkiego to jedno przynajmniej jasno wynika, że wszyscy mają swoje wady i że wszyscy pewnie mieć je będziemy do końca życia. Bo wady są jak chwasty w ogrodzie: nawet, gdyby ci się udało wyrwać wszystkie jednego dnia, następnego zakiełkują inne i zaczną rosnąć na nowo.
- To pewnie nie warto je wyrywać, jeżeli stale rosną - powiedział niespodziewanie Tadzik.
- Nie tylko warto, ale koniecznie trzeba. Kto chce wyhodować kwiaty, musi każdego dnia wyrywać chwasty, w przeciwnym bowiem razie nie doczeka się kwiatów, choćby nie wiem jak przemyśliwał.
- Z kwiatami sprawa jest łatwa - zauważyła Krysia - ale jak powyrywać z siebie te wady?
- Na to, Krysiu, jest tylko jeden sposób. Trzeba być zawsze jak najbliżej Pana Jezusa. I znowu wracamy do tego, cośmy sobie powiedzieli przed chwilą: trzeba nam jak najczęściej uczestniczyć we Mszy świętej i jak najczęściej przystępować do Komunii świętej. To jest najlepszy sposób na wyrywanie wad z serca.
Przecież, kto chce godnie przyjmować Pana Jezusa w Komunii świętej, musi przedtem przynajmniej przez chwilę pomyśleć, czy ma czyste serce. A odpowiedź na to pytanie daje najczęściej Pan Bóg. A jeżeli Pan Bóg powie ci, że w twoim sercu coś niedobrego wyrasta, na przykład lenistwo, albo samolubstwo, albo jeszcze coś innego, to najczęściej łatwo zrozumiesz, jak należy z tym walczyć. Chrześcijanie od najdawniejszych czasów byli przekonani, że częste przyjmowanie Komunü świętej i uczestniczenie we Mszy św. jest najlepszym lekarstwem na takie wady.
Tu Leszek przerwał babuni i opowiedział przykład, który usłyszał kiedyś od Księdza Katechety. Otóż bardzo dawno temu, za panowania jakiegoś cesarza rzymskiego, którego imienia Leszek nie pamiętał, ale który prześladował Kościół, przed sądem postawiono kilkudziesięciu chrześcijan i oskarżono ich o to, że brali udział w niedzielnej Mszy świętej. Na pytanie, dlaczego to uczynili, chrześcijanie ci odpowiedzieli, że bez sprawowania Eucharystii, czyli bez Mszy świętej, podczas której przyjmowali Komunię świętą, nie mogą żyć.
- Dopiero teraz zrozumiałem, dlaczego oni tak powiedzieli. A z tego, cośmy sobie tu powiedzieli, wynika wyraźnie, że jedynym sposobem na to jest częsta Komunia święta i Msza święta, przynajmniej niedzielna.
- To nie jest jedyny sposób - wtrącił się niespodziewanie tato. Są także inne - często konieczne sposoby - na przykład: szczera spowiedź, dokładne wypełnianie przykazań Bożych, o czym pewnie nie jeden raz jeszcze sobie powiemy. Uczestniczenie jednak we Mszy świętej i częsta Komunia święta daje nam siły, umacnia nas na tej drodze do Boga, która tylko w dzieciństwie jest prosta i gładka jak autostrada. W późniejszym życiu bywa często wyboista, a nawet tak zarośnięta, że tylko z największym trudem można się przez nią przedrzeć.
Nagle zadzwonił dzwonek, a wnet do mieszkania weszła dawno oczekiwana ciocia Ela. Ciocia jest bardzo wesoła, więc rozmowa poważna natychmiast się skończyła. Ale to nic nie szkodzi, bo radość zawsze jest potrzebna.
- W jakim celu przy obiedzie ojciec dał każdemu ziarnko fasoli?
- Co chciały dzieci pielęgnować w sobie? Swoje serca, by stały się podobne do Serca Jezusa.
- Jaką najprostszą rzecz mogły robić dzieci, by upodobnić swoje serca do Serca Jezusa? Przyjmować jak najczęściej Komunię świętą.
- Co my możemy zrobić, by ich w tym naśladować?
- Jaką jeszcze pracę nad przemianą serc podjęły dzieci? Wyrwać wady ze swego serca.
- Do czego można porównać wyrywanie wad? Do wyrywania chwastów w ogrodzie - porównanie omówić i rozwinąć.
- Co ma nam pomóc w wyrywaniu naszych wad z serca? Szczera spowiedź, dokładne wypełnianie przykazań Bożych, o czym pewnie nie jeden raz jeszcze sobie powiemy. Uczestniczenie jednak we Mszy świętej i częsta Komunia święta daje nam siły, umacnia nas na tej drodze do Boga.