Rozdział 9. jest odpowiedzią Hioba na słowa, które miały być słowami pocieszenia i które skierował do niego trzeci przyjaciel - Bildad ze Szuach. Podkreślił on, że nigdy nie powinno się wątpić w sprawiedliwość Bożą: a ponieważ On jest sprawiedliwy, to źli ludzie zostają ukarani, a dobrzy nagrodzeni. Dlatego Hiob powinien się uspokoić, jego nieprzyjaciele zostaną zawstydzeni (por. 8, 20-22). Hiob odpowiada zgadzając się z główną zasadą, a nawet zaostrza jej twierdzenie: "Istotnie, ja wiem, że to prawda. Czy człowiek jest prawy przed Bogiem?" (9, 1-2). W kolejnych wierszach wyraża w sposób nieco ironiczny tę absolutną pewność: nikt nie może przeciwstawić się Bogu, który ma rację we wszystkim, zawsze i w każdym przypadku. Następnie dodaje: "Jakże ja zdołam z Nim mówić? Dobiorę wyrazów właściwych?" (w. 14). W tym wersecie jego pewność przechodzi w bolesną wątpliwość: Bóg tak dalece ma rację, że nawet gdybym ja też miał rację, to nie zostanie mi ona przyznana. Poczynając od tego wersetu Hiob zaczyna wątpić w siebie samego: A ja, właściwie, to kim jestem? Mam rację czy też jej nie mam? Tajemnice różańca Życie świętych Boże Narodzenie
Nasze gesty, nasze czyny, myśli, aspiracje, pragnienia, plany nawet wówczas, gdy wydają się małoznaczące, nie są obojętne dla naszego życia i dla życia świata. Tak samo, decyzje możnych tego świata nie są tak determinujące dla dziejów ludzkości, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Tak naprawdę w życiu liczy się to, w jakim stopniu jest ono zgodne z planem Bożym, nawrócenie poszczególnych osób, rodzin, całych narodów. W ekonomii zbawienia świętość duszy nieznanej światu ma większą wagę niż arogancja możnych, którzy w danym momencie dzierżą władzę. Oaza Toruń Tajemnice różańca
Była kobietą, która za chwilę miała utracić swego Syna. Wszystkie nerwy Jej istoty były wstrząśnięte tym, co widziała w dniach poprzedzających Mękę, tym, co słyszała i co przeczuwała, teraz, stojąc obok miejsca kaźni. Jak miała nie cierpieć i nie płakać? Nie chodzi tu tylko uczucie bez wątpienia bardzo szlachetne, ale po prostu ludzkie. "Obecność Maryi obok krzyża - stwierdził Jan Paweł II w jednej ze swoich katechez podczas środowych audiencji - ukazuje Jej pełne zaangażowania uczestnictwo w odkupieńczej ofierze Syna. Maryja chciała do końca uczestniczyć w cierpieniach Jezusa, ponieważ nie odrzuciła miecza zapowiedzianego przez Symeona (por. Łk2, 35), ale przyjęła, wraz z Chrystusem zamysł Ojca. Była pierwszą uczestniczką tej ofiary i na zawsze miała stać się doskonałym wzorem dla wszystkich, którzy bez zastrzeżeń godzą się współuczestniczyć w odkupieńczej ofierze ". Z drugiej strony matczyne współczucie, wyrażające się w owej obecności, czyniło jeszcze bardziej przejmującym i głębokim dramat owej śmierci krzyżowej, tak bliski dramatom wielu rodzin, wielu matek i dzieci w naszych czasach. Ileż bólu panuje dziś na świecie. Ileż matek opłakuje swoje dzieci, które choć wcale nie umarły, są jednak jakby umarłe, ale też, niech będzie mi wolno to powiedzieć, jakiego opuszczenia doświadcza dzisiaj wiele dzieci, kiedy czują się porzucone, zaniedbywane, zawiedzione przez rodziców. Kiedy ich wychowanie zdane jest na ślepy los lub jest przekazane w cudze ręce. Rodzice, zacznijcie stawać pod krzyżem waszych dzieci! Krzyżem dorastania, zderzenia ze społeczeństwem, odkrywania własnych ograniczeń. Tak, bo choć życie, również nastolatka lub młodego człowieka, to piękny dar, jest też jednak doświadczeniem krzyża i rodzic nie może się przed nim usuwać... jest powołany, aby stanąć, jak Maryja, pod krzyżem. Różaniec
Jak wszystkie matki, zwraca uwagę na każdy gest czułości i pamięci, gotowa nam go wynagrodzić, wypraszając dla nas u Boga najwyższe dary, ponieważ pragnie dla nas najwyższych zwycięstw. Iluż cudów nawróceń wciąż dokonuje, dodajmy, wśród tych, którzy każdego dnia zadają sobie trud odmówienia trzech części Różańca św. rano, w południe i wieczorem, zawsze z myślą czynienia woli Pana; i praktykują różne rodzaje postu, ofiar i kwiatków dla Jej miłości, częstą spowiedź jako środek do nawrócenia, codzienną, lub prawie codzienną Eucharystię, miłość bliźniego i pokój wobec wszystkich! "W objęciach Chrystusa rodzi się człowiek" w tym czasie łaski i umieśćcie Boga na pierwszym miejscu w waszym życiu. Te słowa dają nadzieję i odwagę. Powinny wzbudzić w nas silną motywację do tego, aby z całą powagą zdecydować się na Boga. Nie można zwlekać, ponieważ czas jest krótki (por. 1Kor 7, 29). Kto nigdy nie postawił Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu, niech uczyni to jak najprędzej. Kto już to uczynił, lecz nie miał dość wytrwałości i nie był konsekwentny w działaniu, bądź nie zauważył, że zepchnął Boga na dalszy plan, niech czym prędzej wszystko naprawi. Jeszcze zdążymy, ponieważ ten czas jest czasem łaski. Ale... jak długo jeszcze?
Różaniec Modlitwa dialogiem z Bogiem
W tym czasie, który jest Jej czasem, "Matka Boża, nie do pokonania w swej miłości i hojności, widząc, że oddajemy się Jej, aby Ją czcić i Jej służyć, w zamian sama oddaje się bez reszty tym, którzy ofiarowują Jej wszystko. Zlewa na nich swe łaski, wspiera ich swoją mocą, rozpala swoją miłością, przekazuje im swe cnoty, staje się dla nich rękojmią, zastępstwem i bezcennym wszystkim przed Jezusem..; ukrywa ich pod swymi skrzydłami, rozmawia i zniża się ku nim, pomaga im w ich słabościach, czuwa nad nimi, by chronić ich od sępów, towarzyszy im jak wojsko rozpostarte w szyku bojowym" (Monfort, nr 144 i 120).
W moim sercu przeważa taka oto myśl: Nie jesteśmy świadomi tego, co Bóg dał nam za pośrednictwem Matki Bożej. Wielu, niestety, zda sobie z tego sprawę, kiedy wszystko to będzie już przeszłością. Nigdy równie dobrze jak dzisiaj nie rozumiałem, że poprzez Dziewicę Maryję Bóg obdarzył nas macierzyńską troską. Tak samo jak mama opiekuje się swoimi dziećmi, Bóg posłał Dziewicę Maryję, aby się o nas zatroszczyła. Jeżeli przyjmiemy teraz Matkę Bożą, z łatwością przejdziemy przez wszelkie próby (26 października - 2 listopada).
Jezus, jak się wydaje, zostawia Maryję samą: "Jezus jej odpowiedział: Czyż to moja lub twoja sprawa, Niewiasto? Jeszcze nie nadeszła godzina moja" (w. 4). Jakiekolwiek znaczenie miałyby te słowa, na pewno nie są to słowa przyjazne czy dodające otuchy. Są raczej słowami pełnymi dystansu. Maryja nie otrzymuje pomocy, zostaje sama, jak Hiob. Wówczas decyduje się na heroiczny gest zawierzenia, gdyż obejmuje nim nie tylko siebie samą, ale i innych. Istotnie, woła sługi i powiada do nich: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie" (w. 5). Publicznym gestem Matka wymusza decyzję Jezusa. Jej uczucia nie są uczuciami niższości. Lęku, słabości, i dlatego nie ma powodu, by wpadać w rozpacz czy krzyczeć; jej uczucia są uczuciami pewności właściwej Przymierzu. Powierza więc siebie samą i sługi potędze Jezusa, który - Ona nie wie, jak - zaradzi potrzebie.
Zauważmy, że jej zawierzenie trwa aż do decydującego momentu, nawet jeśli ten fragment Ewangelii nie wspomina już więcej o Niej. Nie przestała ufać, mimo że Syn wykonał gest pozornie sprzeczny z jej oczekiwaniami. Istotnie, całe opowiadanie o napełnieniu sześciu stągwi kamiennych wodą, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary, wydaje się być czymś zupełnie innym od tego, czego należało się spodziewać; można by je odczytać w taki oto sposób: jeśli nie ma wina, niech się zadowolą piciem wody! Odnosi się wrażenie, jakby Jezus nie brał na serio prośby Matki. Lecz to wszystko, co następuje potem, i również radość Ewangelisty, który uroczyście ogłasza, że taki oto był początek cudów dokonanych przez Jezusa (por. w. 11), zawdzięczamy Maryi. Ona to, walcząc, prosząc z naciskiem, zachowała ufność właściwą komuś, kto ma już za sobą walkę o posłuszeństwo umysłu.
Pierwsza część Drogowskazów Nowego Człowieka dotyczy podstawowych prawd wiary chrześcijańskiej: Jezus Chrystus, Maryja Niepokalana, Duch Święty, Kościół. Dla większości wierzących prawdy te nie w pełni są zrozumiałe. Z tego powodu Założyciel włączył je w proces formacyjny Ruchu Światło-Życie. W ten sposób człowiek formujący się poznaje i wgłębia się w te tajemnice. Dokonuje się to przez okres kilku lat i jest zależne od stopnia rozwoju duchowego danej osoby. Owocem takiej pracy jest uświadomienie w oazowiczu podstawowych, dla jego życia religijnego, relacji międzyosobowych do poszczególnych osób Trójcy Świętej. Wzorem takiego zjednoczenia jest Maryja i dlatego to Ona stoi na drugim miejscu przed osobą Ducha Świętego w Drogowskazach Nowego Człowieka. Środowiskiem takiego wzrostu staje się wspólnota Kościoła, gdzie odnowiony i w pełni uformowany człowiek może służyć innym w budowaniu jedności Kościoła Powszechnego.
Jest wiele sposobów, które nam pomagają w poznawaniu woli Bożej: czytanie Pisma św., modlitwa... Ale nigdy nie jesteśmy jeszcze pewni, nigdy nie jesteśmy stali. Są w nas ciągle okresy wahania. Raz stajemy na gruncie woli Bożej, potem znów ogarnia nas jakieś złudzenie, odejście na błędne drogi. Dlatego tak ważną rzeczą w życiu wewnętrznym jest kierownictwo duchowe, bo właśnie ktoś z zewnątrz; oświecony światłem Ducha Świętego, rozpoznaje lepiej naszą sytuację i daje nam wskazówki. Wówczas można o wiele łatwiej uniknąć błędów i pomyłek, na które jesteśmy narażeni (Ks. F. Blachnicki, "Światła w życiu wewnętrznym").
Jak powie św. Ignacy z Loyoli: "człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją". Prawda ta wpisana jest w serce człowieka, który chce podążać za dobrem. A to przecież nic innego, jak tylko dążenie do świętości, czyli do doskonałości w miłości. Kierownictwo duchowe jest jednym ze środków bardzo w tym pomocnym. Nie jest absolutnie niezbędne, bo Bóg jest wszechmocny i może prowadzić do siebie różnymi drogami, ale przecież nie sposób nie przyznać racji Słudze Bożemu Ojcu Franciszkowi. Wielu autorów tłumaczy istotę kierownictwa duchowego na przykładzie perykopy ewangelicznej o uczniach zdążających do Emaus. Jezus przyłącza się do wędrowców i pytaniami wydobywa z nich to, co aktualnie przeżywają.
To wspaniały ideał, ale jak odległy od sposobu, w jaki żyjemy! Jakie przeszkody stawiamy temu prostemu i przejrzystemu przyjęciu Jezusa do życia! Pierwszą, najbardziej radykalną przeszkodą jest grzech - zdecydowana odmowa przyjęcia Boga do naszego życia i zostania Jego kochającym dzieckiem lub przynajmniej dzieckiem. Z kolei oprócz grzechu istnieją niezliczone, mniej widoczne, ukryte, małe pęknięcia w naszym życiu z Bogiem, pozbawiające nas wolności koniecznej do tego, abyśmy byli gotowi na włączenie nas przez Jezusa do Jego ciała. Musimy więc uczyć się świadomie i stopniowo, tak jak to robił Jezus, jak stanąć przed Bogiem, aby Go przyjąć, a równocześnie, aby On nas przyjął. Jest to długa i trudna pedagogia, którą należy praktykować codziennie w naszych stosunkach z braćmi. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem (J 15,12) - sam Jezus powierza nam tajemnicę. Tak jak Jego przyjmuje Ojciec, tak samo On przyjmuje nas, i tak mamy przyjmować naszych braci. Dlatego w miarę jak cala moja istota przeistacza się i gotowa jest na przyjęcie braci, dojrzewam do tego, aby być przyjętym przez Jezusa. Zatem nasz program oznacza dokładnie przemianę ku żywemu przyjęciu naszych braci.
Powinniśmy na nowo odczytać całą Ewangelię, szczególnie Kazanie na Górze, aby ustalić szczegóły tego programu: nie sądzić, nie potępiać, przebaczać, i to przebaczać wielokrotnie ten sam błąd popełniony wobec nas przez tego samego brata. Nie odmawiać posługi: jeśli ktoś prosi abyś szedł z nim sto stai, zgódź się z radością na przejście mili z tym, który cię prosi itd. To jest postawa przyjęcia mojego brata, jaką Ewangelia zaleca mi praktykować, nie w jakichś nadzwyczajnych okolicznościach, ale na co dzień, w każdej chwili, jako normalny oddech życia chrześcijańskiego. Zauważmy, że nie jest to rodzaj przepisów narzuconych nam z zewnątrz, jakby dyscyplina nałożona na nas przez Jezusa. Te wskazania, wymienione tak prosto, są prawdziwą istotą naszego życia dzieci Bożych. Jeśli daję bratu prawo wejścia do mojego serca, nie oznacza to niczego nadzwyczajnego, po prostu próbuję żyć w prawdzie dziecka Bożego, którym jestem. Znaczy to, że jestem otwarty, na ile tylko mnie stać, bo to z kolei uzdatnia mnie do tego, abym został przyjęty przez samego Boga.